Message from @seler
Discord ID: 470958898468093962
i wtedy jeszcze nie było jako tako nauki, w sensie metody naukowej itd
więc różne fakty natury które wymagały empirycznego dowodu załątwiało się w ten sposób
że jakiś mąż stanu stawiał "rozsądne twierdzenie" i czekał aż ktoś je obali lub zaproponuje lepsze
i to nawet jako tako działało, tylko że w czasach kiedy na świecie (a tak naprawdę to w atenach) było tyle mądrych ludzi że jakoś to szło do przodu bo zawsze ktoś się taki znalazł
tylko że jak grecja upadłą to już nikogo takiego nie było, a świetność wiedzy antycznej podziałał poniekąd pociwko niej samej - przez setki lat, w sumie ponad tysiąclecie, uznawano że grecy osiągnęli szczyt oświecenia i że ludzie nie mogą być mądrzejsi niż oni, bo oni odkryli już wszystko i mogą ich jedynie naśladować
efektem czego taki biedny galileusz musiał się uczyć Arystotelesa verbatim, dosłownie wkuwać jego dzieła słowo w słowo
przez co go nienawidził
tym bardziej że arystoteles wszystko próbował tłumaczyć filozoficznie
arystoteles mylil sie co do WSZYSTKIEGO
tak samo jak wszyscy gr*cy
dla niego mtematyka, czy problemy fizyczne to była tak naprawdę dziedzina filozofii
ten narod nic nie wymyslil tylko sciagnal wszystkie osiagniecia pokolei od innych
tak jak zachodnia europa <:haha:318675605233336330>
nie, nie do wszystkiego, bardzo dużo rzeczy zrobił naprawde dobrze
to jest chyba archetyp tego jednego starego profesora co trzesie całą uczelnią
który jest niekwestionowanym autorytetem w swojej dziedzinie a jednoczesnie robi jakieś wykłady o naprotechnologii czy mocy homeopatii
w każdym badz razie, mamy galileusza który nienawidził arystotelesa i pielegnował swoją nienawiść otwarcie (co było złamaniem wszelkiego porządku i tabu)
więc postanowił go ośmieszyć
i robił to nie raz
pierwszy raz ośmieszył jego twierdzenie, że prędkość w swobodnym spadku jest proporcjonalna do przebytej drogi, eksperymentem myślowym
to galieusz powiedział: no fajnie, a co jakby a=1? czyli v(t)=s(t)
wtedy dajmy na to żę spuszczamy obiekt z wysokości metra
no i bo nie rozumiem
<:thonking:318673885497262091>
hm... to może trzeba narysować
weź sobie wyobraź odcinek 1m
i podziel go: w połowie czyli 1/2, w 1/4, w 1/8, w 1/16 itd do oporu
między 1/2(drugą połową odcinka) a 1 (końcem odcinka) prędkość zawsze będzie mniejsza niż 1
bo v(t)=s(t)
a skoro tak, to czas jaki jest potrzebny na przebycie tego fragmentu będzie większy od 1/2, znaczy t>1/2
bo jak :
v < 1
czyli (1/2 to długośc tego fragmentu):
(1/2)/ t < 1
to:
t > 1/2
weźmy kolejny fragment, ten między 1/4 a 1/2
na całym tym fragmencie v < 1/2
czyli:
v < 1/2
z czego (teraz długość fragmentu to 1/4):
(1/4)/t < 1/2
to znowu:
t > 1/2
STRASZNIE SKOMPLIKOWANE TE OSMIESZENIE
to samo mozna powtorzyc dla fragmentu miedzy 1/8 a 1/4 i tak dalej i tak dalej
chyba jestesm za glupi zeby je pojac
i wyjdzie że każdy z tych fragmentów, jeżeli arystoteles mial racje, musi zając nam ponad 1/2 sekundy. Tylko że ich jest nieskonczona ilosc, z czego wynika żę taki ruch trwałby wieczność co jest absurdem
no i takie drobne rzeczy podważały prymat wiedzy antycznej
wgl nie rozumiem o co w tym chodzi niby ale dobra...